niedziela, 31 sierpnia 2014

Rozdział 2. Czemu jestem idiotą?

Byli już jakąś dobrą godzinę drogi od zamku. Clara cały czas myślała
Więc to jednak nie jest sen... Mamo, tato mam nadzieję że dalej będziecie nas bronić... Nie wiem jak sobie tam poradzimy... ale mam nadzieję że będzie dobrze... Przecież to nasz nowy początek
***
-Clara... Clara! No obudź się!-krzyknął Toshiro.
-Co?-dziewczyna otworzyła oczy i zobaczyła brata.-Co się stało?
-A nic takiego... tylko dojechaliśmy.-powiedział lekko rozbawiony chłopak.
Wyszli z karety i zobaczyli kamienny domek. Dość skromny. Przed nim stały cztery osoby. Rodzeństwo nie wiedziało jak się zachować więc czekali na jakiś ruch z strony ich nowych ,,opiekunów''. Po krótkim momencie do dzieci podszedł mężczyzna około 40. Miał blond czuprynę i niebieski głębokie oczy. Uśmiechnął się do nich i powiedział.
-Witajcie. Jestem Michael Losser. Od dziś będziemy się wami opiekować, ale może najpierw przedstawię was reszcie.-podeszli do nich.-To jest moja żona Rose- wskazał na kobietę o długich czarnych włosach związanych w warkocza i oczach o kolorze takim samym. Miała ubrana na sobie skromną biała sukienkę na której gdzie nie gdzie były piękne kwiatki.-To jest rodzeństwo Enrico i Bella Stick.-teraz pokazał na wysokiego chłopaka o czarnych włosach i niebieskich oczach. Na twarzy widniała dość poważna mina. Był ubrany podobnie do Michaela. Między innymi brązowe dobrze dopasowane spodnie i szara luźna bluzka. Obok niego stała niższa dziewczyna o blond włosach i niebieskich oczach. Miała na sobie niebieską sukienkę z małą białą kokardką. Jej twarz lekko przestraszyła Clare, gdyż był tam lekki mało zauważalny drwiący uśmieszek.-Bym wam przedstawił jeszcze mojego syna, ale...
-Aaaaaa!-po usłyszeniu krzyku Micheal modlił się by to nie był wcześniej wspomniana osoba.-Uwaga!-po kolejnym krzyku jego modlitwa została rozwiana. Zobaczył jak brunet o czarnych oczach siedzi... znaczy spada z barana.- Nie mogę go zatrzymać!- po tym Enrico zaczął się kierować w ich stronę i jak nigdy nic poczekał aż się trochę zbliżą do niego. Następnie zdjął bruneta z barana, który momentalnie zatrzymał się przed rodzeństwem Anghel.-Ufff... dzięki stary...
-Daniel...-po usłyszeniu słów swoich rodziców przeszły po nim aż ciarki.- Wytłumacz nam może dlaczego jeździłeś na baranie!
-Eeee... no bo to było tak...-powiedział lekko przestraszony syn.
Godzinę wcześniej
Szedł spokojnie ścieżkami powoli zbliżając się do centrum Engel. Ojciec poprosił go o przyniesienie chleba. Musiał się śpieszyć bo miał też dzisiaj spotkać swoich nowych ,,współlokatorów''. Nie wiedział kim oni będą, ale miał przeczucie, że będą to osoby wyjątkowe. Po kupieniu dwóch chlebów wyszedł z sklepu i zobaczył paru kolegów. Podszedł do nich i się przywitał.
-Siema.
-Hej.-odpowiedzieli chórem wszyscy zgromadzeni.- Słyszałeś o tym że Stary Donald kupił sobie barana?-zapytał jeden z nich.
-Tak... i co?-Daniel nie mógł wykryć sensu pytania.
-Bo widzisz heh...-wskazał na zwierzę stojąca za nim.- Chyba mu uciekł heh
-I?-zaczynał się modlić by nie wkręcili go w nic złego.
-No bo on mieszka blisko ciebie więc...-zaczął powoli się zacinać.
-Więc?-już wiedział co chcą od niego, ale jeśli już ma to zrobić to woli ich najpierw pomęczyć.
-Więc mógłbyś go odprowadzić?- wszyscy zrobili maślane oczka.
-A co będę miał w zamian?-ciągnął dalej wiedział że jego są tacy leniwi że zrobią wszystko byle by się w ogóle nie ruszać.
-Wszystko!-znowu krzyknęli chórem.
-Po prostu każdy będzie miał u mnie osobny dług.-zobaczył po twarzach niektórych że nie odpowiada im to.- Chyba że sami chcecie go taki kawał prowadzić do Starego Donalda?- wszyscy od razu się zgodzili na jego warunek.- Dobra dajcie go.- wziął go zaczęli się kierować w stronę domu.
Teraźniejszość
-No dobrze, ale dlaczego na nim jechałeś?!-krzyknęła zdenerwowana matka.
-Aaaaa... dlatego że nogi mnie zaczęły boleć i pomyślałem że jeśli sobie pojadę na nim to będę mógł odpocząć.-odpowiedział Rose szczerze po czym sobie przypomniał o chlebie.-Tak w ogóle to masz.-podszedł do ojca i dał mu chleb który o dziwo był w dobrym stanie.
-Przynajmniej jeden pozytyw.-powiedział Micheal.- A więc to jest mój syn Daniel Losser.-powiedział do rodzeństwa bawiącego się z baranem. Chłopak dopiero teraz zauważył dwie nowe postacie.
-Miło nam was wszystkich poznać.-powiedział niski chłopak.- Jestem Toshiro Anghel.
-A ja Clara Anghel.-po usłyszeniu tych słów Danielowi kopara opadła.
-T-to z-zna... znaczy że w-wy je-je-jesteście...!-nie mógł wydusić ani słowa więcej.
-Z rodziny królewskiej.-odpowiedziała szybko Clara. Na widok miny chłopaka westchnęła.-Założę się że pewnie nieliczni widzieli w tej wiosce rodzinę królewską.-teraz powiedziała to w stronę pana domu.
-Cóż masz rację. Tylko ja z żoną... ale nie ważne... chodźcie pokażę wam wasz pokój.-Zaprowadził ich w stronę domu.
Po przekroczeniu drzwi Clara się bardzo zdziwiła. W środku dom był bardzo ładnie wystrojony. Podłoga była zrobiona z ciemnych parkietu. Ściany były zrobione z małych kamieni, nie były one wyrównane, ale tak wyglądało bardziej subtelnie, w oknach skromne firanki, na lewo był dużych rozmiarów stół z ośmioma krzesłami. 
-Tam jest łazienka.-wskazał na prawą stronę.-Tu kuchnia.-pokazał na małej wielkości pomieszczenie bez drzwi. Za tym pomieszczeniem skręcili w prawo, kierując się ku wysokim schodom. Po wejściu na górę kierowali się wzdłuż korytarzu, aż do ostatnich drzwi.-A to jest wasz pokój.-otworzył drzwi i ich oczom ukazał się pokój małych rozmiarów. Były w nim dwa łóżka jednoosobowe, wielka szafa, szafeczka na którym stał wazon wypełniony wieloma rodzajami kwiatków.- Wybaczcie że taki mały ale to jedyny wolny pokój w tym domu.
-Nic nie szkodzi.-Clara uśmiechnęła się w stronę dorosłego mężczyzny.-Jesteśmy bardzo wdzięczni za to że możemy tutaj prze pewien okres mieszkać.
-Cieszę się w razie czego to nasz pokój jest tym najbliżej schodów... a bagaż za chwilę przyniosę.-chciał iść kiedy ktoś go pociągnął leciutko za rękaw.-O co chodzi?-spytał się i odwrócił. Zobaczył toshiro.
-Gdzie... gdzie była toaleta?- zapytał zakłopotany chłopiec.
-Hahaha. Ten dom wcale nie jest taki duży jak zamek.-chłopiec się naburbuszył.
-Ale w zamku to mieszkałem od urodzenia.-złożył ręce na piersi.
-Dobrze... ha... choć za mną.-oboje wyszli z pokoju zostawiając Clare, która położył się na jednym łóżku. Nie wiedzieć czemu od razu zasnęła.

-Boże jakie ciężkie są te walizki... co oni tam napakowali! No rozumiem jest to księżniczka i książe... ale... one ważą chyba z tonę!-krzyczał w myślach chłopak o czarnych oczach.
Wszedł do domu następnie zaczął się wspinać na schody by potem móc dotargać walizkę do najdalszego pokoju.
-Oto są walizki, gdzie...-zobaczył dziewczynę śpiącą. Jej blond włosy były porozrzucane w nieładzie na poduszce. Usta lekko rozchylone, ręce w pobliżu głowy.-Piękna...-z zapomnienia powiedział na głos.-C-co? Nie stary czekaj o-ona jest twoją k-królową nie możesz tak o niej myśleć.-na chwilę się zatrzymał i spiekł buraka.-Ale to zabrzmiało!-krzyknął chyba na cały dom.
-Może mnie oświecisz i powiesz czemu się tak drzesz?-dziewczyna która już siedziała na łóżku zapytała się chłopaka z ironią w głosie.
-j-ja?-wskazał na siebie palcem cały się trząś i coraz bardziej się rumieniąc.Na kiwnięcie głową dziewczyny zaczął się jeszcze bardziej stresować.-No pięknie i co ja teraz jej powiem... przecież jak powiem jej że jest piękna to mnie zapewne wyśmieje. Z kolei jeżeli nic nie odpowiem to zacznie mnie uważać za jakiegoś skończonego wariata, który gada sam do siebie!-Chodzi o to że przyniosłem walizkę i przy wejściu się potknąłem i powiedziałem coś bez sensu... heh-zaczął się coraz bardziej pocić.-Proszę żeby mi uwierzyła... proszę, proszę!-ciągle krzyczał w myślach
-Aha a co takiego śmiesznego powiedziałeś?-dziewczyna ciągła dalej nie wiedziała czemu ale bawiła ją ta cała sytuacja.
-Yyyyy... nooo...-zaczął się rozglądać po pokoju by coś wymyślić.-...
-Synek zaniosłeś już tą walizkę do tego pokoju bo jest jeszcze jedna.-chłopakowi ulżyło że ma takiego tatę który potrafi zniszczyć każdy dobry moment.
-Dobrze już idę!-odwrócił się i krzyknął.-Wybacz... muszę przynieś drugą walizkę.-na twarzy przybrał poważną minę ale w duszy płakał jak małe dziecko.-Czemu jestem idiotą?...AAAAAA!-krzyknął chłopak.

-Następny pod koniec wrześnie bo zaczyna się szkoła.
-I tak nie będziesz orłem w klasie więc po co się wysilać?
-Pfi... cicho siedź insekcie nikt cię nie pytał o zdanie! Po za tym moje oceny nie są AŻ takie złe.
-Biologia 3, fizyka 3, j.polski 3, angielski 3, francuski 3, informatyka 3... a poza tym będę siedzieć i nic nie robić przecież jestem  WYTWOREM TWOJEJ IDIOTYCZNEJ WYOBRAŹNI SMERFIE -.-'

piątek, 29 sierpnia 2014

Rozdział jutro

Nie chce mi się za bardzi rozpisywać ale rozdział będzie dopiero jutro gdyż w tyn tygodbiu miałam mniej czasu niż się spodziewałam ^^

sobota, 9 sierpnia 2014

Rozdział 1. Nowy początek

Dango, Sala Rozpraw, 5 czerwca 1613 rok, godzina 11.00
Nastał długo wyczekiwany dzień. Dzień który miał zapewnić bezpieczeństwo dzieciom byłych władców kraju. Sala w której miało się odbyć to zebranie wyglądała dość zwyczajnie gdyby nie to że kopuła była zamiast płaskiego sufitu. Jeden wielki prostokątny stół, u którego na nogach stołu były rzeźbione małe anioły. Na blacie było 7 kartek. Tyle samo było dosuniętych krzeseł. Do sali weszła pierwsza osoba o blond włosach i zielonych oczach, później szatyn o niebieskich oczach. Każdy miał na sobie czarną długą szatę, z czego tylko jedna osoba miała założony kaptur na głowę, przez co nie można było zobaczyć kto ty był. Gdy wszyscy już weszli, zasiedli miejscach przy stole. Po chwili wszyscy siedzieli cicho i czekali. Nagle mężczyzna powiedział:
-Witajcie wszyscy.- poczekał chwilę na ich odpowiedź. Nie musiał czekać długo, bo szybko wszyscy odpowiedzieli.- Dzisiejsze zebranie jest na temat wypadków które ostatnio się zdarzają w królestwie, a osobami które ledwo co ich unikały są dzieci byłych władców. Ponieważ są to prawowici władcy naszego kraju... musimy ratować ich życia!- ostatnią cześć swojej wymowy prawie krzyknął.- Teraz każdy kto ma jakiś pomysł niech wstanie i powie.
Zapadła długa cisza. Niektórzy zaczęli analizować sytuację i pisać coś na kartkach które dostali. Inni myśleli bez zapisywania. Po jakiś 10 minutach wstał jeden mężczyzna z kapturem na głowie i powiedział:
-Jeżeli panienka i panicz nie są bezpieczni w pałacu, może powinniśmy ich wywieść do jednego z najmniej zaludnionych miasteczek naszego kraju?- zapytał spokojnie, po czym złapał szybko powietrze i dokończył- Oczywiście nie bez ochrony, czy uczenia. Mam pewnego przyjaciela który ma u mnie dług za uratowanie życia. Minęło kilka lat a on spędził je na uczeniu się wszystkich sposobów wal...- nie dane mu było dokończyć gdyż usłyszał jak jego ,,znajomy'' wstaje i wali zamkniętą ręką o blat stołu
-Czyś pan całkowicie oszalał w królestwie nie są bezpieczni a co dopiero na zewnątrz... w jakimś miasteczku gdzie jest pełno złodziei i zabójców...- powiedział szatyn o jednym oku zielonym a drugim niebieskim. Przerwał widząc jak ich przywódca podnosi rękę na znak, żeby zamilkł.Nagle słychać było parę szeptów, które ucichły tak szybko jak się zaczęły. Po dłuższej chwili ciszy mężczyzna powiedział:
-Jack wybacz mi, ale on ma rację...-powiedział brunet po czym dodał- Wiem że mu nie ufasz ze względu że nie wiemy jak on wygląda, ale z tego co pamiętam na pierwszym zebraniu ustaliliśmy, że nie musimy być znani...
-W takim razie powiedz mi dlaczego on-wskazał na mężczyznę o blond włosach i niebieskich oczach- ukrywa przed całą rodziną, że należy do rady?! Jakoś mu to nie przeszkadza!- z wypowiedzeniem ostatniego słowa umilkł i usiadł widząc wściekły wzrok blondyna patrzący na niego.
-Przypominam że jest to zebranie na temat dzieci a nie o tożsamości!- całe to zdanie wykrzyczał. Zapadła chwila ciszy. Dziewczyna o białych włosach i brązowych oczach wstała i zaczęła mówić.
-Ja... uważam że to dobry pomysł. Jest... tylko... tylko parę problemów. Nawet jeśli wywieziemy Clare i Toshiro'a to czy... wypadki...- nie wiedziała jak powiedzieć o co jej chodzi. Mężczyzna siedzący obok złapał ją za rękę po czym też wstał.
-Chyba wiem o co ci chodzi Ashley, dlatego proponuje pomysł żebyśmy tylko my wiedzieli gdzie on są. Wtedy osoba odpowiadająca za te ,,wypadki'' nie będzie wiedzieć gdzie oni są, więc powinno się to skończyć.-powiedział szatyn dalej trzymając dziewczynę za rękę. Znowu zapadła chwila ciszy.
-Dobrze... ale niby które miasteczko będzie najlepsze, co prawda to nasz kraj się wzbogacił od czasu śmierci króla i królowej, ale również wzrosła liczba złodziei.- powiedział zielonooki, łapiąc się za brodę.
-Może do minie? Do Engel? Mieszka tam około 30 osób. Miasteczko znajduje się w środku lasu, w którym jeżeli go się nie zna, można się zgubić.- czekał na jakieś odpowiedzi. Na sprzeciwy lub na zgody. Nie musiał czekać długo.
-Cóż... myślę, że mógłbym się zgodzić na to, ale... gdzie będą oni mieszkać?-zapytał rudy mężczyzna o brązowych oczach.
-Oczywiście u mnie... moje mieszkanie ma wolny jeszcze jeden pokój.- powiedział to szybko. Zależało mu na bezpieczeństwie dzieci, bez względu na własne dobro.
-No nie wiem... z tego co wiem mieszkasz już z czterema osobami...
-To jest dobry pomysł...-przerwał znajomemu- Mieszkasz z żoną, synem i dziećmi Cameli Stick, co nie?- kiwnął głową n tak.- Enrico Stick jest właśnie tym moim dłużnikiem. Jakby tam mieli mieszkać, to Enrico mógłby lepiej działać, ponieważ zna doskonale tamte okolice.
-Dobrze... W takim razie ogłaszam głosowanie, każdy mówi co o tym myśli- powiedział blondyn.- Zacznijmy od ciebie Michael.- spojrzał na ów mężczyznę.
-Ja Micheal Losser uważam że to jedyne wyjście jakie jest słuszne w tej sytuacji.-zapisał coś na kartce i powiódł wzrokiem ku Jackowi.
-Ja Jack Fort twierdzę że jest to za bardzo ryzykowny pomysł, w którym możemy stracić dziedziców tronu.- powtórzył czynność i spojrzał na dziewczynę.
-Ja Ashley Based... sądzę... że musimy to zrobić...-powiedziała to tak szybko że tylko blondyn to zrozumiał. Teraz spojrzał na mężczyznę siedzącego obok niej.
-Ja Peter Based zgadzam się na ten plan.- powiedział to po czym usiadł. Teraz wzrok powędrował ku rudemu mężczyźnie.
-Ja Travis Woofer nie wyrażam zgody na ten plan. Kto wie czy nikt na pewno nie zabije paniczy.-Wszyscy spojrzeli na mężczyznę w kapturze.
-Ja Marcel...- zapadła dłuższa cisza, nie wiedział dokładnie czy powinien się zgodzić- uważam że to słuszny plan.
-Dobrze są dwa głosy na nie i cztery na tak razem ze mną to pięć głosów. w Takim razie ja Edward Wiggy ogłaszam iż jutro z samego rana dzieci zostają wywożone do Engel. Nikt z teraz obecnych nie ma prawa wyjawić, komukolwiek miejsca ich pobytu. Za złamanie tego prawa karą jest wyrzucenie go z Rady 7 i z kraju.
Wszyscy zaczęli już wychodzić z sali, zostały tylko dwie osoby. Między innymi Jack i Travis. Po ucichnięciu każdego hałasu jak dało się słyszeć. Fort powiedział:
-Nonsens ten plan jest zbyt ryzykowny... w ogóle to czy my możemy mu ufać?!-zaczął krzyczeć najgłośniej jak tylko mógł.- Nie dość że nie wiemy kim on jest to jeszcze Edward mu ufa!
-Właśnie to mnie dziwi Edward po śmierci króla i królowej się zmienił, co nie?- widząc że Jack chce mu przerwać szybko dokończył.-Też mu nie ufam, ale chyba musimy jak na razie się podporządkować co nie?- na jego ustach zagościł mały, chytry uśmieszek. Na ten widok Jack też się uśmiechnął.

***
Była godzina 9.00 właśnie do jednego z pokoi wbiegła dziewczyna o długich, falujących, blond włosach włosach i brązowych oczach. Była ubrana w czarną dość skromną czarną sukienkę z białym fartuszkiem. Podeszła do łóżka na którym leżała dziewczyna drobnej postury, zakrywając swoją twarz poduszką. Jednak było widać kilka złotych włosów wychodzących z pod poduszki. Dziewczyna podeszła powoli do niej i zaczęła leciutko budzić. Gdy nic to nie skutkowało wyszła i wróciła z szklanką gorącego mleka. Zdjęła poduszkę z twarzy dziewczyny, po czym zaczęła wachlować nad szklanką. Dziewczyna jak na zawołanie wstała i wypiła całą zawartość szklanki. 
-Dzień dobry panienko.- powiedziała pokojówka, lekko się kłaniając.- Kąpiel j...-nie dane jej było dokończyć gdyż blondynka jej przerwała.
-Witaj... ile razy mam ci jeszcze powtarzać byś mówiła mi Clara?-widząc jak jej ,,przyjaciółka'' lekko chowa głowę zamilkła.- Och, no dobrze tym razem ci daruję.-powiedziała z uśmiecham na co druga zareagowała ponownie.
-Dziękuję pani... Clara...-obie się uśmiechnęły.- Ach, zapomniałam... kąpiel jest już gotowa, możesz już iść.
-Dobrze, dziękuje, Lily. Już idę...- wstała i podeszła do drzwi.- O mało co nie zapomniałam... czy mogłabyś mi przynieść ubrania do łazienki? Proszęęę...
-Jak sobie życzysz Claro. Tylko pamiętaj że dzisiaj jest zwołana rada 7 o 11.00. A wynik zostanie ogłoszony na obiedzie o 15.
-Dobrze, jeszcze raz dziękuję.- i poszła do łazienki. A Lily wyjęła z szafy piękną, długą, niebieską suknie gdzie nie gdzie była koronka, która dawała sukience wyraz poważnej. Wzięła do tego niebieskie półbuty, a następnie weszła do pokoju obok, w którym znajdowała się już jej pracodawczyni. Położyła sukienkę na krześle i pantofelki na podłodze po czym podeszła do Clary.
-Lily, nie chcę żebyś mnie myła, ani ubierała...- Lily nie wiedziała o co jej chodzi.- Chcę się sama nauczyć myć i ubierać, tak samo chciała bym nauczyć się gotować.
-Ale...!-nie wiedziała co powiedzieć.- Na tym przecież polega moja praca, by się panienką... tobą zająć!-nie wiadomo było czy krzyknęła czy tylko mówiła donośnym głosem.
-Wiem... ale twoim zadaniem jest też spełnianie moich zachcianek co nie?- pokojówka tylko kiwnęła głową na tak-No właśnie a moją zachcianką jest być samodzielnym. Więc cokolwiek byś mi nie pow...
-Rozumiem... dobrze w takim razie zacznijmy od razu.
Służąca zaczęła tłumaczyć swojej przyjaciółce jak się myje. Szybko to zrozumiała, po czym przeszły do ubierania się. To już trochę im zajęło. Dziewczyna nie była najpiękniejsza, ale mimo wszystko miała swój urok. Po skończonych porannych czynnościach wyszły i zaczęły się kierować ku królewskiemu ogrodowi. W ogrodzie było pięknie, pełno róż, bratków, storczyków, nawet niezapominajek. Jednak dziewczynie zawsze najbardziej podobały się drzewa wiśni. Pamiętała jak była mała i razem z matką czytała książkę. Zazwyczaj obie dziewczyny siedziały i czytały lub uczyły się szyć. Dzisiaj jednak, Clara miała zeszyt i pióro z atramentem. Czekała aż jej najlepsza przyjaciółka zacznie jej mówić o gotowaniu.
-Dobrze a więc zacznijmy może od hmmm... od szarlotki!- obie się uśmiechnęły na myśl o niej.- Więc najpierw musisz...
Czas mijał im nieubłaganie. Minęło pierwsze 10 minut potem drugie... Kiedy minęła już godzina, usłyszały jak ktoś biegnie w ich stronę. Po chwili zobaczyły biegnącego szatyna o zielonych oczach i blondyna o brązowych oczach. 
-Toshiro!-chwila przerwy-Musisz to założyć, pan Anghel prosił!-powiedział blondyn.
-Nigdy! Niech sam się tak ubierze... nie założę tych butów Kevin!-darł się na cały ogród chłopak.
-Proszę!-po tej chwili dziewczyny wstały po czym jedna zamknęła wejście do ogrodu a druga już zaczęła za nim biegać. Po niespełna 5 minutach chłopak został złapany i miał na sobie owe buty.
-Hahahahahahaha!-cała trójka zaczęła się śmiać
-HA HA HA!- krzyknął Toshiro.- No po prostu to jest przezabawne!
-Wybacz, ale haha wyglądasz jak haha skrzat!- krzyknęła jego siostra dalej się śmiejąc.- Jesteś niski a do tego, jeszcze te buty!
-Oj dobra już przestańcie się śmiać!-krzyknął cały czerwony książę
-Dobrze... przepraszamy-powiedzieli chórkiem i zaczęli się uspakajać.
Następnie wszyscy usiedli pod drzewem wiśni i zaczęli wspominać dawne czasy.
-Tak w ogóle to jak wy się tu znaleźliście?-zapytał Toshiro swoich przyjaciół, lecz widząc ich pytające spojrzenia wytłumaczył.- No chodzi o to że pamiętam że byliście tu od małego, ale...
-Aaaaaa... o to ci chodzi.-powiedział Kevin.
-Rzeczywiście... przecież miałeś wtedy 4 latka.-powiedziała Clara.
-A więc zostaliśmy porzuceni jak ja miałam 9 a on 6 lat, świętej pamięci królowa przyjęła nas do zamku, dała jedzenie, ubrania i dach nad głową, a w zamian za to postanowiliśmy że będziemy pomagać przy służbie. Gdzieś 4 lata to już.- powiedziała Lily.
-Rozumiem... cieszę się że miałem taką matę!-powiedział po czym usłyszeli dzwonek, który świadczył o obiedzie.- Chodźmy!- krzyknął cały uradowany, po czym wszyscy byli w drodze do Sali Obiadowej. 
Po drodze Clara powiedziała im że dołączy do nich tylko chce zanieść notatki do swojego pokoju. Przy nim zobaczyła swojego wujka Ewarda. Tak naprawdę to on nie był z nią spokrewniony, ale był przyjacielem mamy od dzieciństwa, więc czuła się przy nim jak z rodziną. Podeszła do nie go szybko i powiedziała:
-Cześć wujku! Co cię do mnie sprowadza?-zapytała cała rozradowana.
-Witaj Clara... nic takiego tylko chciałem ci coś dać... coś co należało do twojej matki...-podał jej malutki dzienniczek po czym poszedł. Dziewczyna go odtworzyła i przeczytała pierwszy napis. Pamiętnik Sory Tatsuy/Anghel. Szybko go zaniosła do pokoju, a następnie biegł w stronę Sali Obiadowej. Zajęła swoje miejsce i zaczęła jeść, tymczasowego króla jak zwykle nie było. Po zjedzeniu pierwszego dania wszyscy zaczęli szeptać. Przy stole siedziało mniej więcej 10 osób. Dzieci byłych władców, doradca króla, dwóch generałów wojska kraju i pięciu z Rady Siedmiu. Obok był drugi stół przy którym cała reszta jadła, między innymi, kucharze, lub służba. Kiedy wszyscy zjedli wstał ,,wujek'' Edward. W tym samym momencie do sali wszedł król, zasiadając swoje miejsce. Wiggy ruszył ku środkowi sali wyjął z kieszeni pergamin po czym zaczął go czytać.
W związku z ,,wypadkami'' zdarzającymi się Clarze Anghel i Toshirowi Anghel my Rada Siedmiu po zebraniu doszliśmy do wniosku iż dzieci zostaną wywożone z królestwa do jednego z miasteczek naszego kraju, a jego lokalizacja będzie znana tylko Radzie. Począwszy od dnia jutrzejszego 6 czerwca 1613 roku aż do 30 maja 1616 roku.
Rada Siedmiu
Nikt się nawet nie odezwał, gdyż wszyscy wiedzieli, że jak jest zwołana Rada to nikt, nawet król nie ma wpływu na ich decyzję. Mężczyzna wraz z resztą Rady doszli do drzwi po czym ukłonili się i powiedzieli że następnego dnia przyjedzie kareta z końmi o 12.00. Następnie zapadła długa cisza, którą przerwał król mówiąc że dzisiejsze lekcję dzieci są odwołane, żeby mogli się spakować. Rodzeństwo wraz z swoimi przyjaciółmi w tamtym momencie opuścili salę i kierowali się w stronę swoich pokoi.
Clara
Po wejściu do swojego pokoju pobiegła na łóżko i przytuliła się swojej największej poduszki. Mówiła coś, ale Lily nic nie rozumiała, na jej reakcję tylko się cicho zaśmiała, ale na tyle głośno by przyszła królowa to usłyszała.
-No ha ha ha... po prostu bardzo śmieszne!-krzyknęła, udając obrażoną-A jak ty byś zareagowała słysząc taką wiadomość? Że musisz opuścić swój dom na trzy lata? No i do tego bez ciebie i Kevina będzie nudno!-znowu krzyknęła drugie zdanie.
-Myśl pozytywnie jutro wyjedziesz a wrócisz ŻYWA za trzy lata. Jak się spotkamy następnym razem to będziemy dorosłe. Ty będziesz królową...-księżniczka jej przerwała.
-I będę miała jeszcze mniej wolnego czasu.-westchnęła cicho.
-Spokojnie pomogę ci wtedy.- uśmiechnęła się
-Dziękuje ci... a teraz... pomożesz mi się spakować?-poprosiła z najsłodszym uśmiechem na ustach jaki mogła zrobić.
-Dobrze!- powiedziała donośnym głosem.
Zaczęły się pakować. Spakowały cztery sukienki, które nie wyglądały na to żeby należały do kogoś bogatego. Pokojówka zdziwiła się tym, ale po szybkiej odpowiedzi Clary, że nie chce się bardzo wyróżniać, uśmiechnęła się. Spakowały jeszcze kilka par butów, i bieliznę. (TAK NIE WIEM JAK SIĘ NAZYWAŁY GACIE ZA TAMTYCH CZASÓW ). Później niebieskooka wzięła małą torebkę, do której spakowała notesik mamy. Po skończeniu ktoś zapukał do drzwi, a po powiedzeniu słów że można wejść. Ku oczom dziewczyn ukazała się czarna czupryna.
-O co chodzi Mike?- zapytała Clara
-Chciałem wziąć panienki walizki. U pani brata już zabrałem i zniosłem na dół. Czy...-powiedział lekko speszony obecnością Lily.
-Oczywiście... proszę tam stoją przy szafie.-powiedziała następczyni tronu.
-Dziękuję...-wziął walizkę i poszedł do drzwi. Przed nimi odwrócił się. - Ponieważ jutro mnie nie będzie to się dzisiaj z panienką pożegnam.-położył walizkę tuż przed drzwiami po czym podszedł do księżniczki i przytulił się do niej.- Do zobaczenia.
-Ta... dobra... pa...-zobaczyła jak Mike patrzy kątem oka na Lily. Po czym wyszedł.-On cię lubiiiii... musisz się z nim umówić!-krzyknęła całą w skowronkach.
-C-Co!?- równie krzyknęła.- O-On ma przecież 25 lat a ja 17. T-To jest nie możliwe!-powiedziała się cała rumieniąc.
-Miłość pada przypadkami... ale jak nie chcesz, to nie będę naciskać... chodźmy do ogrodu!-i poszły.
Toshiro
Oboje chłopców weszło do komnaty jednego z nich. Bez słowa zaczęli pakować walizkę. Po skończonym pakowaniu szatyn usiadł na krześle przy biurku. Jego przyjaciel widział że coś go gryzie więc podszedł do niego i się zapytał:
-Wszystko w porządku Toshiro?-nic-Hej... słuchasz mnie w ogóle?-cisza-No powiedz co cię gryzie?!-służący krzyknął mu do ucha.
-Aaaaaaaa... nie musisz się tak drzeć!-złapał się za ucho.-Nic...tylko nie chcę jechać bez was!-krzyknął.-Jesteśmy zawsze razem od 8 lat...
-No ja też nie chcę żebyście wyjeżdżali, ale jeśli to jedyny sposób na to żebyście przeżyli to m-u-s-i-c-i-e!-Kevin zaczął się drażnić z przyjacielem.- Za te 3 lata jak się spotkamy to obiecaj że ja i siostra dowiemy się jako pierwsi jak tam było. Oke?-zapytał się 
-Dobrze...-uśmiechnął się, na co drugi tak samo zareagował.
Puk Puk
-Proszę.-do pokoju wszedł jeden ze służby, Mike.- O co chodzi Mike?
-Witaj paniczu. Chodzi o to że chciałem znieś bagaż na dół i przy okazji się pożegnać, jutro mnie już nie będzie.-powiedział wszystko na jednym wdechu.
-Ach... dobrze bagaż jest tutaj.-wskazał na łóżko.
-Więc do widzenia paniczu. Mam nadzieję że spotkamy się za te 3 lata.- uśmiechnął się po czym wyszedł. 
Chłopcy po kilku minutach wyszli i kierowali się ku ogrodowi. Jak tam dotarli rozmawiali przez jaki czas, a później doszły do nich jeszcze Clara i Lily. Rozmawiali do wieczora, nie zważając na kolacje. Niestety czas nieubłaganie szybko mknął do przodu i nadeszła pora snu. Każdy poszedł do swojego pokoju i po kąpieli. Wszyscy oddali się w objęcia Morfeusza.
***
Nastał ranek. Była 9.00. Clara i Toshiro ze względu na to że nie mogli spać poszli do ogrodu. Tam znaleźli Lily i Kevina którzy też nie mogli spać. Znowu zaczęli rozmawiać. W końcu nadeszła godzina 11.00. Musieli już się szykować do wyjścia. Zjedli śniadanie. Nadeszła pora żeby się żegnać było pełno łez i smutnych uśmiechów.
-Do zobaczenia-powiedział brunet z brodą-Mam nadzieję że za te 3 lata będziemy tu wszyscy na panienkę i panicza czekać- uśmiechnął się.
-Też mam taką nadzieję Marcel!-uśmiechnęła się po czym zaczęła się z każdym przytulać tak samo jak Toshiro. Nawet ich wujek przyszedł. Wyszli i kierowali się ku karety. Wsiedli do niej i zaczęli machać ze łzami w oczach. Byli już jakąś dobrą godzinę drogi od zamku. Clara cały czas myślała
Więc to jednak nie jest sen... Mamo, tato mam nadzieję że dalej będziecie nas bronić... Nie wiem jak sobie tam poradzimy... ale mam nadzieję że będzie dobrze... Przecież to nasz nowy początek

-Ufffff... dałam radę...
-Jestem po prostu w szoku `-`
-HA widzisz, jak chcę to umiem być punktualna! Robalu!
-Zobaczymy przy następnym wpisie. SMERFIE!
-Dobra zamknij się... NASTĘPNY WPIS ZA 3 TYGODNIE BO JADĘ NA 2 TYGODNIE DO LONDYNU I DOPIERO MAM CZAS ZA 2 TYGODNIE PAPAPAPA  :*

wtorek, 5 sierpnia 2014

Opis mojego opowiadania... pt ,,Moje zadanie''

,,Moje zadanie''- Dango, rok 1612. W całym państwie panuje bieda z powodu niedawno zakończonej wojny. Król Benedykt Anghel oraz królowa Sore Anghela, odwiedzają brata króla, Cube Anghela, w nadziei że ten pomoże królewskiej parze. Proponuje im żeby udali się do wiedźmy z Przełęczy Dumti. Z powodów niebezpiecznej trasy władca nie chciał się zgodzić lecz po namowach żony... zgodził się... lecz to był jego największy błąd. W drodze do tego że miejsca... zginęli. Królestwo okryło się żałobom... wszyscy byli smutni a najbardziej... dzieci byłych władców. Córka w wieku  15 lat Clara Anghela i syn w wieku 12 lat Toshiro Anghel. Z powodu że żadne z dzieci nie jest jeszcze pełnoletnie, władze przejmuje ich wój Cube. Od tego czasu rodzeństwu zdarzają się ,, wypadki''. Między innymi żyrandol spadający ni stąd ni zowąd. Minął rok i zapadła decyzja że dzieci zostaną wywożone do jednego z miasteczek i tam będą żyć do 18 urodzin Clary. Jak miną im te 2 lata? Dowiesz się tego tylko czytając ^^ 
Przeczytałeś skomentuj. 

-Jak się pośpieszę to będzie w sobotę 1 rozdział.
-Taaaa... jak wstaniesz, smerfie -^-
-A teraz o co ci chodzi robalu?
-O to że ty zawsze się spóźniasz? I liczysz na to że tym razem się nie spóźnisz?
-O.O    Ty...? To przeczytałaś?
-Noooooo...?
-TO TY UMIESZ CZYTAĆ ?!?!?!?!?! JESTEM W SZOKU !!!!
-Ha ha ha 

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Trochę o mnie :)

Imię: Yyyyyy... no wystarczy Cuzo xd
Wiek: 14 lat i 5 dni ( ur.30.07.2000 )
O wyglądzie nie będę pisać. Niech to będzie tajemnica. Brunetka czy blondynka... oczy niebieskie czy brązowe? Wyobrażajcie mnie sobie sobie tak jak chcecie :D
Powiem tylko że mam podwójną osobowość... Pierwsza: śmieszna, miła i sympatyczna osóbka, a druga: wredna osoba kochająca każdego denerwować. Więc jak będę czasami się kłócić na żywo to potem nie hejtujcie. 
Kocham robić rzeczy których nigdy nie pomyślałabym że będę robić (-typu spadnięcie z chodnika, smerfie ?
-zamknij się robalu!)
Nooooo... o tym wcześniej mówiłam. Eh... xd. Mam nadzieję że zdobędę kiedyś choć kilku czytelników. powiem jeszcze kilka słów o tytule.
Sakura no Hana-z japońskiego oznacza kwiat wiśni, który według mnie pięknie wygląda. Czemu japoński? Ponieważ od dwóch lat marzę pojechać do Japonii i zobaczyć tam je. :)
Walnięta dziewczyna spróbuje swoich sił w nowej dla niej rzeczy między innymi w... BLOGOWANIU. Czy jej się to uda? Jest tylko jeden sposób by się o tym dowiedzieć. Musisz po prostu odwiedzać tę stronę.