Byli już jakąś dobrą godzinę drogi od zamku. Clara cały czas myślała
Więc to jednak nie jest sen... Mamo, tato mam nadzieję że dalej będziecie nas bronić... Nie wiem jak sobie tam poradzimy... ale mam nadzieję że będzie dobrze... Przecież to nasz nowy początek
***
-Clara... Clara! No obudź się!-krzyknął Toshiro.
-Co?-dziewczyna otworzyła oczy i zobaczyła brata.-Co się stało?
-A nic takiego... tylko dojechaliśmy.-powiedział lekko rozbawiony chłopak.
Wyszli z karety i zobaczyli kamienny domek. Dość skromny. Przed nim stały cztery osoby. Rodzeństwo nie wiedziało jak się zachować więc czekali na jakiś ruch z strony ich nowych ,,opiekunów''. Po krótkim momencie do dzieci podszedł mężczyzna około 40. Miał blond czuprynę i niebieski głębokie oczy. Uśmiechnął się do nich i powiedział.
-Witajcie. Jestem Michael Losser. Od dziś będziemy się wami opiekować, ale może najpierw przedstawię was reszcie.-podeszli do nich.-To jest moja żona Rose- wskazał na kobietę o długich czarnych włosach związanych w warkocza i oczach o kolorze takim samym. Miała ubrana na sobie skromną biała sukienkę na której gdzie nie gdzie były piękne kwiatki.-To jest rodzeństwo Enrico i Bella Stick.-teraz pokazał na wysokiego chłopaka o czarnych włosach i niebieskich oczach. Na twarzy widniała dość poważna mina. Był ubrany podobnie do Michaela. Między innymi brązowe dobrze dopasowane spodnie i szara luźna bluzka. Obok niego stała niższa dziewczyna o blond włosach i niebieskich oczach. Miała na sobie niebieską sukienkę z małą białą kokardką. Jej twarz lekko przestraszyła Clare, gdyż był tam lekki mało zauważalny drwiący uśmieszek.-Bym wam przedstawił jeszcze mojego syna, ale...
-Aaaaaa!-po usłyszeniu krzyku Micheal modlił się by to nie był wcześniej wspomniana osoba.-Uwaga!-po kolejnym krzyku jego modlitwa została rozwiana. Zobaczył jak brunet o czarnych oczach siedzi... znaczy spada z barana.- Nie mogę go zatrzymać!- po tym Enrico zaczął się kierować w ich stronę i jak nigdy nic poczekał aż się trochę zbliżą do niego. Następnie zdjął bruneta z barana, który momentalnie zatrzymał się przed rodzeństwem Anghel.-Ufff... dzięki stary...
-Daniel...-po usłyszeniu słów swoich rodziców przeszły po nim aż ciarki.- Wytłumacz nam może dlaczego jeździłeś na baranie!
-Eeee... no bo to było tak...-powiedział lekko przestraszony syn.
Więc to jednak nie jest sen... Mamo, tato mam nadzieję że dalej będziecie nas bronić... Nie wiem jak sobie tam poradzimy... ale mam nadzieję że będzie dobrze... Przecież to nasz nowy początek
***
-Clara... Clara! No obudź się!-krzyknął Toshiro.
-Co?-dziewczyna otworzyła oczy i zobaczyła brata.-Co się stało?
-A nic takiego... tylko dojechaliśmy.-powiedział lekko rozbawiony chłopak.
Wyszli z karety i zobaczyli kamienny domek. Dość skromny. Przed nim stały cztery osoby. Rodzeństwo nie wiedziało jak się zachować więc czekali na jakiś ruch z strony ich nowych ,,opiekunów''. Po krótkim momencie do dzieci podszedł mężczyzna około 40. Miał blond czuprynę i niebieski głębokie oczy. Uśmiechnął się do nich i powiedział.
-Witajcie. Jestem Michael Losser. Od dziś będziemy się wami opiekować, ale może najpierw przedstawię was reszcie.-podeszli do nich.-To jest moja żona Rose- wskazał na kobietę o długich czarnych włosach związanych w warkocza i oczach o kolorze takim samym. Miała ubrana na sobie skromną biała sukienkę na której gdzie nie gdzie były piękne kwiatki.-To jest rodzeństwo Enrico i Bella Stick.-teraz pokazał na wysokiego chłopaka o czarnych włosach i niebieskich oczach. Na twarzy widniała dość poważna mina. Był ubrany podobnie do Michaela. Między innymi brązowe dobrze dopasowane spodnie i szara luźna bluzka. Obok niego stała niższa dziewczyna o blond włosach i niebieskich oczach. Miała na sobie niebieską sukienkę z małą białą kokardką. Jej twarz lekko przestraszyła Clare, gdyż był tam lekki mało zauważalny drwiący uśmieszek.-Bym wam przedstawił jeszcze mojego syna, ale...
-Aaaaaa!-po usłyszeniu krzyku Micheal modlił się by to nie był wcześniej wspomniana osoba.-Uwaga!-po kolejnym krzyku jego modlitwa została rozwiana. Zobaczył jak brunet o czarnych oczach siedzi... znaczy spada z barana.- Nie mogę go zatrzymać!- po tym Enrico zaczął się kierować w ich stronę i jak nigdy nic poczekał aż się trochę zbliżą do niego. Następnie zdjął bruneta z barana, który momentalnie zatrzymał się przed rodzeństwem Anghel.-Ufff... dzięki stary...
-Daniel...-po usłyszeniu słów swoich rodziców przeszły po nim aż ciarki.- Wytłumacz nam może dlaczego jeździłeś na baranie!
-Eeee... no bo to było tak...-powiedział lekko przestraszony syn.
Godzinę wcześniej
Szedł spokojnie ścieżkami powoli zbliżając się do centrum Engel. Ojciec poprosił go o przyniesienie chleba. Musiał się śpieszyć bo miał też dzisiaj spotkać swoich nowych ,,współlokatorów''. Nie wiedział kim oni będą, ale miał przeczucie, że będą to osoby wyjątkowe. Po kupieniu dwóch chlebów wyszedł z sklepu i zobaczył paru kolegów. Podszedł do nich i się przywitał.
-Siema.
-Hej.-odpowiedzieli chórem wszyscy zgromadzeni.- Słyszałeś o tym że Stary Donald kupił sobie barana?-zapytał jeden z nich.
-Tak... i co?-Daniel nie mógł wykryć sensu pytania.
-Bo widzisz heh...-wskazał na zwierzę stojąca za nim.- Chyba mu uciekł heh
-I?-zaczynał się modlić by nie wkręcili go w nic złego.
-No bo on mieszka blisko ciebie więc...-zaczął powoli się zacinać.
-Więc?-już wiedział co chcą od niego, ale jeśli już ma to zrobić to woli ich najpierw pomęczyć.
-Więc mógłbyś go odprowadzić?- wszyscy zrobili maślane oczka.
-A co będę miał w zamian?-ciągnął dalej wiedział że jego są tacy leniwi że zrobią wszystko byle by się w ogóle nie ruszać.
-Wszystko!-znowu krzyknęli chórem.
-Po prostu każdy będzie miał u mnie osobny dług.-zobaczył po twarzach niektórych że nie odpowiada im to.- Chyba że sami chcecie go taki kawał prowadzić do Starego Donalda?- wszyscy od razu się zgodzili na jego warunek.- Dobra dajcie go.- wziął go zaczęli się kierować w stronę domu.
Teraźniejszość
-No dobrze, ale dlaczego na nim jechałeś?!-krzyknęła zdenerwowana matka.
-Aaaaa... dlatego że nogi mnie zaczęły boleć i pomyślałem że jeśli sobie pojadę na nim to będę mógł odpocząć.-odpowiedział Rose szczerze po czym sobie przypomniał o chlebie.-Tak w ogóle to masz.-podszedł do ojca i dał mu chleb który o dziwo był w dobrym stanie.
-Przynajmniej jeden pozytyw.-powiedział Micheal.- A więc to jest mój syn Daniel Losser.-powiedział do rodzeństwa bawiącego się z baranem. Chłopak dopiero teraz zauważył dwie nowe postacie.
-Miło nam was wszystkich poznać.-powiedział niski chłopak.- Jestem Toshiro Anghel.
-A ja Clara Anghel.-po usłyszeniu tych słów Danielowi kopara opadła.
-T-to z-zna... znaczy że w-wy je-je-jesteście...!-nie mógł wydusić ani słowa więcej.
-Z rodziny królewskiej.-odpowiedziała szybko Clara. Na widok miny chłopaka westchnęła.-Założę się że pewnie nieliczni widzieli w tej wiosce rodzinę królewską.-teraz powiedziała to w stronę pana domu.
-Cóż masz rację. Tylko ja z żoną... ale nie ważne... chodźcie pokażę wam wasz pokój.-Zaprowadził ich w stronę domu.
Po przekroczeniu drzwi Clara się bardzo zdziwiła. W środku dom był bardzo ładnie wystrojony. Podłoga była zrobiona z ciemnych parkietu. Ściany były zrobione z małych kamieni, nie były one wyrównane, ale tak wyglądało bardziej subtelnie, w oknach skromne firanki, na lewo był dużych rozmiarów stół z ośmioma krzesłami.
-Tam jest łazienka.-wskazał na prawą stronę.-Tu kuchnia.-pokazał na małej wielkości pomieszczenie bez drzwi. Za tym pomieszczeniem skręcili w prawo, kierując się ku wysokim schodom. Po wejściu na górę kierowali się wzdłuż korytarzu, aż do ostatnich drzwi.-A to jest wasz pokój.-otworzył drzwi i ich oczom ukazał się pokój małych rozmiarów. Były w nim dwa łóżka jednoosobowe, wielka szafa, szafeczka na którym stał wazon wypełniony wieloma rodzajami kwiatków.- Wybaczcie że taki mały ale to jedyny wolny pokój w tym domu.
-Nic nie szkodzi.-Clara uśmiechnęła się w stronę dorosłego mężczyzny.-Jesteśmy bardzo wdzięczni za to że możemy tutaj prze pewien okres mieszkać.
-Cieszę się w razie czego to nasz pokój jest tym najbliżej schodów... a bagaż za chwilę przyniosę.-chciał iść kiedy ktoś go pociągnął leciutko za rękaw.-O co chodzi?-spytał się i odwrócił. Zobaczył toshiro.
-Gdzie... gdzie była toaleta?- zapytał zakłopotany chłopiec.
-Hahaha. Ten dom wcale nie jest taki duży jak zamek.-chłopiec się naburbuszył.
-Ale w zamku to mieszkałem od urodzenia.-złożył ręce na piersi.
-Dobrze... ha... choć za mną.-oboje wyszli z pokoju zostawiając Clare, która położył się na jednym łóżku. Nie wiedzieć czemu od razu zasnęła.
-Boże jakie ciężkie są te walizki... co oni tam napakowali! No rozumiem jest to księżniczka i książe... ale... one ważą chyba z tonę!-krzyczał w myślach chłopak o czarnych oczach.
Wszedł do domu następnie zaczął się wspinać na schody by potem móc dotargać walizkę do najdalszego pokoju.
-Oto są walizki, gdzie...-zobaczył dziewczynę śpiącą. Jej blond włosy były porozrzucane w nieładzie na poduszce. Usta lekko rozchylone, ręce w pobliżu głowy.-Piękna...-z zapomnienia powiedział na głos.-C-co? Nie stary czekaj o-ona jest twoją k-królową nie możesz tak o niej myśleć.-na chwilę się zatrzymał i spiekł buraka.-Ale to zabrzmiało!-krzyknął chyba na cały dom.
-Może mnie oświecisz i powiesz czemu się tak drzesz?-dziewczyna która już siedziała na łóżku zapytała się chłopaka z ironią w głosie.
-j-ja?-wskazał na siebie palcem cały się trząś i coraz bardziej się rumieniąc.Na kiwnięcie głową dziewczyny zaczął się jeszcze bardziej stresować.-No pięknie i co ja teraz jej powiem... przecież jak powiem jej że jest piękna to mnie zapewne wyśmieje. Z kolei jeżeli nic nie odpowiem to zacznie mnie uważać za jakiegoś skończonego wariata, który gada sam do siebie!-Chodzi o to że przyniosłem walizkę i przy wejściu się potknąłem i powiedziałem coś bez sensu... heh-zaczął się coraz bardziej pocić.-Proszę żeby mi uwierzyła... proszę, proszę!-ciągle krzyczał w myślach
-Aha a co takiego śmiesznego powiedziałeś?-dziewczyna ciągła dalej nie wiedziała czemu ale bawiła ją ta cała sytuacja.
-Yyyyy... nooo...-zaczął się rozglądać po pokoju by coś wymyślić.-...
-Synek zaniosłeś już tą walizkę do tego pokoju bo jest jeszcze jedna.-chłopakowi ulżyło że ma takiego tatę który potrafi zniszczyć każdy dobry moment.
-Dobrze już idę!-odwrócił się i krzyknął.-Wybacz... muszę przynieś drugą walizkę.-na twarzy przybrał poważną minę ale w duszy płakał jak małe dziecko.-Czemu jestem idiotą?...AAAAAA!-krzyknął chłopak.
-Następny pod koniec wrześnie bo zaczyna się szkoła.
-I tak nie będziesz orłem w klasie więc po co się wysilać?
-Pfi... cicho siedź insekcie nikt cię nie pytał o zdanie! Po za tym moje oceny nie są AŻ takie złe.
-Biologia 3, fizyka 3, j.polski 3, angielski 3, francuski 3, informatyka 3... a poza tym będę siedzieć i nic nie robić przecież jestem WYTWOREM TWOJEJ IDIOTYCZNEJ WYOBRAŹNI SMERFIE -.-'
-Nic nie szkodzi.-Clara uśmiechnęła się w stronę dorosłego mężczyzny.-Jesteśmy bardzo wdzięczni za to że możemy tutaj prze pewien okres mieszkać.
-Cieszę się w razie czego to nasz pokój jest tym najbliżej schodów... a bagaż za chwilę przyniosę.-chciał iść kiedy ktoś go pociągnął leciutko za rękaw.-O co chodzi?-spytał się i odwrócił. Zobaczył toshiro.
-Gdzie... gdzie była toaleta?- zapytał zakłopotany chłopiec.
-Hahaha. Ten dom wcale nie jest taki duży jak zamek.-chłopiec się naburbuszył.
-Ale w zamku to mieszkałem od urodzenia.-złożył ręce na piersi.
-Dobrze... ha... choć za mną.-oboje wyszli z pokoju zostawiając Clare, która położył się na jednym łóżku. Nie wiedzieć czemu od razu zasnęła.
-Boże jakie ciężkie są te walizki... co oni tam napakowali! No rozumiem jest to księżniczka i książe... ale... one ważą chyba z tonę!-krzyczał w myślach chłopak o czarnych oczach.
Wszedł do domu następnie zaczął się wspinać na schody by potem móc dotargać walizkę do najdalszego pokoju.
-Oto są walizki, gdzie...-zobaczył dziewczynę śpiącą. Jej blond włosy były porozrzucane w nieładzie na poduszce. Usta lekko rozchylone, ręce w pobliżu głowy.-Piękna...-z zapomnienia powiedział na głos.-C-co? Nie stary czekaj o-ona jest twoją k-królową nie możesz tak o niej myśleć.-na chwilę się zatrzymał i spiekł buraka.-Ale to zabrzmiało!-krzyknął chyba na cały dom.
-Może mnie oświecisz i powiesz czemu się tak drzesz?-dziewczyna która już siedziała na łóżku zapytała się chłopaka z ironią w głosie.
-j-ja?-wskazał na siebie palcem cały się trząś i coraz bardziej się rumieniąc.Na kiwnięcie głową dziewczyny zaczął się jeszcze bardziej stresować.-No pięknie i co ja teraz jej powiem... przecież jak powiem jej że jest piękna to mnie zapewne wyśmieje. Z kolei jeżeli nic nie odpowiem to zacznie mnie uważać za jakiegoś skończonego wariata, który gada sam do siebie!-Chodzi o to że przyniosłem walizkę i przy wejściu się potknąłem i powiedziałem coś bez sensu... heh-zaczął się coraz bardziej pocić.-Proszę żeby mi uwierzyła... proszę, proszę!-ciągle krzyczał w myślach
-Aha a co takiego śmiesznego powiedziałeś?-dziewczyna ciągła dalej nie wiedziała czemu ale bawiła ją ta cała sytuacja.
-Yyyyy... nooo...-zaczął się rozglądać po pokoju by coś wymyślić.-...
-Synek zaniosłeś już tą walizkę do tego pokoju bo jest jeszcze jedna.-chłopakowi ulżyło że ma takiego tatę który potrafi zniszczyć każdy dobry moment.
-Dobrze już idę!-odwrócił się i krzyknął.-Wybacz... muszę przynieś drugą walizkę.-na twarzy przybrał poważną minę ale w duszy płakał jak małe dziecko.-Czemu jestem idiotą?...AAAAAA!-krzyknął chłopak.
-Następny pod koniec wrześnie bo zaczyna się szkoła.
-I tak nie będziesz orłem w klasie więc po co się wysilać?
-Pfi... cicho siedź insekcie nikt cię nie pytał o zdanie! Po za tym moje oceny nie są AŻ takie złe.
-Biologia 3, fizyka 3, j.polski 3, angielski 3, francuski 3, informatyka 3... a poza tym będę siedzieć i nic nie robić przecież jestem WYTWOREM TWOJEJ IDIOTYCZNEJ WYOBRAŹNI SMERFIE -.-'