Dango, Sala Rozpraw, 5 czerwca 1613 rok, godzina 11.00
Nastał długo wyczekiwany dzień. Dzień który miał zapewnić bezpieczeństwo dzieciom byłych władców kraju. Sala w której miało się odbyć to zebranie wyglądała dość zwyczajnie gdyby nie to że kopuła była zamiast płaskiego sufitu. Jeden wielki prostokątny stół, u którego na nogach stołu były rzeźbione małe anioły. Na blacie było 7 kartek. Tyle samo było dosuniętych krzeseł. Do sali weszła pierwsza osoba o blond włosach i zielonych oczach, później szatyn o niebieskich oczach. Każdy miał na sobie czarną długą szatę, z czego tylko jedna osoba miała założony kaptur na głowę, przez co nie można było zobaczyć kto ty był. Gdy wszyscy już weszli, zasiedli miejscach przy stole. Po chwili wszyscy siedzieli cicho i czekali. Nagle mężczyzna powiedział:
-Witajcie wszyscy.- poczekał chwilę na ich odpowiedź. Nie musiał czekać długo, bo szybko wszyscy odpowiedzieli.- Dzisiejsze zebranie jest na temat wypadków które ostatnio się zdarzają w królestwie, a osobami które ledwo co ich unikały są dzieci byłych władców. Ponieważ są to prawowici władcy naszego kraju... musimy ratować ich życia!- ostatnią cześć swojej wymowy prawie krzyknął.- Teraz każdy kto ma jakiś pomysł niech wstanie i powie.
Zapadła długa cisza. Niektórzy zaczęli analizować sytuację i pisać coś na kartkach które dostali. Inni myśleli bez zapisywania. Po jakiś 10 minutach wstał jeden mężczyzna z kapturem na głowie i powiedział:
-Jeżeli panienka i panicz nie są bezpieczni w pałacu, może powinniśmy ich wywieść do jednego z najmniej zaludnionych miasteczek naszego kraju?- zapytał spokojnie, po czym złapał szybko powietrze i dokończył- Oczywiście nie bez ochrony, czy uczenia. Mam pewnego przyjaciela który ma u mnie dług za uratowanie życia. Minęło kilka lat a on spędził je na uczeniu się wszystkich sposobów wal...- nie dane mu było dokończyć gdyż usłyszał jak jego ,,znajomy'' wstaje i wali zamkniętą ręką o blat stołu
-Czyś pan całkowicie oszalał w królestwie nie są bezpieczni a co dopiero na zewnątrz... w jakimś miasteczku gdzie jest pełno złodziei i zabójców...- powiedział szatyn o jednym oku zielonym a drugim niebieskim. Przerwał widząc jak ich przywódca podnosi rękę na znak, żeby zamilkł.Nagle słychać było parę szeptów, które ucichły tak szybko jak się zaczęły. Po dłuższej chwili ciszy mężczyzna powiedział:
-Jack wybacz mi, ale on ma rację...-powiedział brunet po czym dodał- Wiem że mu nie ufasz ze względu że nie wiemy jak on wygląda, ale z tego co pamiętam na pierwszym zebraniu ustaliliśmy, że nie musimy być znani...
-W takim razie powiedz mi dlaczego on-wskazał na mężczyznę o blond włosach i niebieskich oczach- ukrywa przed całą rodziną, że należy do rady?! Jakoś mu to nie przeszkadza!- z wypowiedzeniem ostatniego słowa umilkł i usiadł widząc wściekły wzrok blondyna patrzący na niego.
-Przypominam że jest to zebranie na temat dzieci a nie o tożsamości!- całe to zdanie wykrzyczał. Zapadła chwila ciszy. Dziewczyna o białych włosach i brązowych oczach wstała i zaczęła mówić.
-Ja... uważam że to dobry pomysł. Jest... tylko... tylko parę problemów. Nawet jeśli wywieziemy Clare i Toshiro'a to czy... wypadki...- nie wiedziała jak powiedzieć o co jej chodzi. Mężczyzna siedzący obok złapał ją za rękę po czym też wstał.
-Chyba wiem o co ci chodzi Ashley, dlatego proponuje pomysł żebyśmy tylko my wiedzieli gdzie on są. Wtedy osoba odpowiadająca za te ,,wypadki'' nie będzie wiedzieć gdzie oni są, więc powinno się to skończyć.-powiedział szatyn dalej trzymając dziewczynę za rękę. Znowu zapadła chwila ciszy.
Nastał długo wyczekiwany dzień. Dzień który miał zapewnić bezpieczeństwo dzieciom byłych władców kraju. Sala w której miało się odbyć to zebranie wyglądała dość zwyczajnie gdyby nie to że kopuła była zamiast płaskiego sufitu. Jeden wielki prostokątny stół, u którego na nogach stołu były rzeźbione małe anioły. Na blacie było 7 kartek. Tyle samo było dosuniętych krzeseł. Do sali weszła pierwsza osoba o blond włosach i zielonych oczach, później szatyn o niebieskich oczach. Każdy miał na sobie czarną długą szatę, z czego tylko jedna osoba miała założony kaptur na głowę, przez co nie można było zobaczyć kto ty był. Gdy wszyscy już weszli, zasiedli miejscach przy stole. Po chwili wszyscy siedzieli cicho i czekali. Nagle mężczyzna powiedział:
-Witajcie wszyscy.- poczekał chwilę na ich odpowiedź. Nie musiał czekać długo, bo szybko wszyscy odpowiedzieli.- Dzisiejsze zebranie jest na temat wypadków które ostatnio się zdarzają w królestwie, a osobami które ledwo co ich unikały są dzieci byłych władców. Ponieważ są to prawowici władcy naszego kraju... musimy ratować ich życia!- ostatnią cześć swojej wymowy prawie krzyknął.- Teraz każdy kto ma jakiś pomysł niech wstanie i powie.
Zapadła długa cisza. Niektórzy zaczęli analizować sytuację i pisać coś na kartkach które dostali. Inni myśleli bez zapisywania. Po jakiś 10 minutach wstał jeden mężczyzna z kapturem na głowie i powiedział:
-Jeżeli panienka i panicz nie są bezpieczni w pałacu, może powinniśmy ich wywieść do jednego z najmniej zaludnionych miasteczek naszego kraju?- zapytał spokojnie, po czym złapał szybko powietrze i dokończył- Oczywiście nie bez ochrony, czy uczenia. Mam pewnego przyjaciela który ma u mnie dług za uratowanie życia. Minęło kilka lat a on spędził je na uczeniu się wszystkich sposobów wal...- nie dane mu było dokończyć gdyż usłyszał jak jego ,,znajomy'' wstaje i wali zamkniętą ręką o blat stołu
-Czyś pan całkowicie oszalał w królestwie nie są bezpieczni a co dopiero na zewnątrz... w jakimś miasteczku gdzie jest pełno złodziei i zabójców...- powiedział szatyn o jednym oku zielonym a drugim niebieskim. Przerwał widząc jak ich przywódca podnosi rękę na znak, żeby zamilkł.Nagle słychać było parę szeptów, które ucichły tak szybko jak się zaczęły. Po dłuższej chwili ciszy mężczyzna powiedział:
-Jack wybacz mi, ale on ma rację...-powiedział brunet po czym dodał- Wiem że mu nie ufasz ze względu że nie wiemy jak on wygląda, ale z tego co pamiętam na pierwszym zebraniu ustaliliśmy, że nie musimy być znani...
-W takim razie powiedz mi dlaczego on-wskazał na mężczyznę o blond włosach i niebieskich oczach- ukrywa przed całą rodziną, że należy do rady?! Jakoś mu to nie przeszkadza!- z wypowiedzeniem ostatniego słowa umilkł i usiadł widząc wściekły wzrok blondyna patrzący na niego.
-Przypominam że jest to zebranie na temat dzieci a nie o tożsamości!- całe to zdanie wykrzyczał. Zapadła chwila ciszy. Dziewczyna o białych włosach i brązowych oczach wstała i zaczęła mówić.
-Ja... uważam że to dobry pomysł. Jest... tylko... tylko parę problemów. Nawet jeśli wywieziemy Clare i Toshiro'a to czy... wypadki...- nie wiedziała jak powiedzieć o co jej chodzi. Mężczyzna siedzący obok złapał ją za rękę po czym też wstał.
-Chyba wiem o co ci chodzi Ashley, dlatego proponuje pomysł żebyśmy tylko my wiedzieli gdzie on są. Wtedy osoba odpowiadająca za te ,,wypadki'' nie będzie wiedzieć gdzie oni są, więc powinno się to skończyć.-powiedział szatyn dalej trzymając dziewczynę za rękę. Znowu zapadła chwila ciszy.
-Dobrze... ale niby które miasteczko będzie najlepsze, co prawda to nasz kraj się wzbogacił od czasu śmierci króla i królowej, ale również wzrosła liczba złodziei.- powiedział zielonooki, łapiąc się za brodę.
-Może do minie? Do Engel? Mieszka tam około 30 osób. Miasteczko znajduje się w środku lasu, w którym jeżeli go się nie zna, można się zgubić.- czekał na jakieś odpowiedzi. Na sprzeciwy lub na zgody. Nie musiał czekać długo.
-Cóż... myślę, że mógłbym się zgodzić na to, ale... gdzie będą oni mieszkać?-zapytał rudy mężczyzna o brązowych oczach.
-Oczywiście u mnie... moje mieszkanie ma wolny jeszcze jeden pokój.- powiedział to szybko. Zależało mu na bezpieczeństwie dzieci, bez względu na własne dobro.
-No nie wiem... z tego co wiem mieszkasz już z czterema osobami...
-To jest dobry pomysł...-przerwał znajomemu- Mieszkasz z żoną, synem i dziećmi Cameli Stick, co nie?- kiwnął głową n tak.- Enrico Stick jest właśnie tym moim dłużnikiem. Jakby tam mieli mieszkać, to Enrico mógłby lepiej działać, ponieważ zna doskonale tamte okolice.
-Dobrze... W takim razie ogłaszam głosowanie, każdy mówi co o tym myśli- powiedział blondyn.- Zacznijmy od ciebie Michael.- spojrzał na ów mężczyznę.
-Ja Micheal Losser uważam że to jedyne wyjście jakie jest słuszne w tej sytuacji.-zapisał coś na kartce i powiódł wzrokiem ku Jackowi.
-Ja Jack Fort twierdzę że jest to za bardzo ryzykowny pomysł, w którym możemy stracić dziedziców tronu.- powtórzył czynność i spojrzał na dziewczynę.
-Ja Ashley Based... sądzę... że musimy to zrobić...-powiedziała to tak szybko że tylko blondyn to zrozumiał. Teraz spojrzał na mężczyznę siedzącego obok niej.
-Ja Peter Based zgadzam się na ten plan.- powiedział to po czym usiadł. Teraz wzrok powędrował ku rudemu mężczyźnie.
-Ja Travis Woofer nie wyrażam zgody na ten plan. Kto wie czy nikt na pewno nie zabije paniczy.-Wszyscy spojrzeli na mężczyznę w kapturze.
-Ja Marcel...- zapadła dłuższa cisza, nie wiedział dokładnie czy powinien się zgodzić- uważam że to słuszny plan.
-Dobrze są dwa głosy na nie i cztery na tak razem ze mną to pięć głosów. w Takim razie ja Edward Wiggy ogłaszam iż jutro z samego rana dzieci zostają wywożone do Engel. Nikt z teraz obecnych nie ma prawa wyjawić, komukolwiek miejsca ich pobytu. Za złamanie tego prawa karą jest wyrzucenie go z Rady 7 i z kraju.
Wszyscy zaczęli już wychodzić z sali, zostały tylko dwie osoby. Między innymi Jack i Travis. Po ucichnięciu każdego hałasu jak dało się słyszeć. Fort powiedział:
-Nonsens ten plan jest zbyt ryzykowny... w ogóle to czy my możemy mu ufać?!-zaczął krzyczeć najgłośniej jak tylko mógł.- Nie dość że nie wiemy kim on jest to jeszcze Edward mu ufa!
-Właśnie to mnie dziwi Edward po śmierci króla i królowej się zmienił, co nie?- widząc że Jack chce mu przerwać szybko dokończył.-Też mu nie ufam, ale chyba musimy jak na razie się podporządkować co nie?- na jego ustach zagościł mały, chytry uśmieszek. Na ten widok Jack też się uśmiechnął.
Wszyscy zaczęli już wychodzić z sali, zostały tylko dwie osoby. Między innymi Jack i Travis. Po ucichnięciu każdego hałasu jak dało się słyszeć. Fort powiedział:
-Nonsens ten plan jest zbyt ryzykowny... w ogóle to czy my możemy mu ufać?!-zaczął krzyczeć najgłośniej jak tylko mógł.- Nie dość że nie wiemy kim on jest to jeszcze Edward mu ufa!
-Właśnie to mnie dziwi Edward po śmierci króla i królowej się zmienił, co nie?- widząc że Jack chce mu przerwać szybko dokończył.-Też mu nie ufam, ale chyba musimy jak na razie się podporządkować co nie?- na jego ustach zagościł mały, chytry uśmieszek. Na ten widok Jack też się uśmiechnął.
***
Była godzina 9.00 właśnie do jednego z pokoi wbiegła dziewczyna o długich, falujących, blond włosach włosach i brązowych oczach. Była ubrana w czarną dość skromną czarną sukienkę z białym fartuszkiem. Podeszła do łóżka na którym leżała dziewczyna drobnej postury, zakrywając swoją twarz poduszką. Jednak było widać kilka złotych włosów wychodzących z pod poduszki. Dziewczyna podeszła powoli do niej i zaczęła leciutko budzić. Gdy nic to nie skutkowało wyszła i wróciła z szklanką gorącego mleka. Zdjęła poduszkę z twarzy dziewczyny, po czym zaczęła wachlować nad szklanką. Dziewczyna jak na zawołanie wstała i wypiła całą zawartość szklanki.
-Dzień dobry panienko.- powiedziała pokojówka, lekko się kłaniając.- Kąpiel j...-nie dane jej było dokończyć gdyż blondynka jej przerwała.
-Witaj... ile razy mam ci jeszcze powtarzać byś mówiła mi Clara?-widząc jak jej ,,przyjaciółka'' lekko chowa głowę zamilkła.- Och, no dobrze tym razem ci daruję.-powiedziała z uśmiecham na co druga zareagowała ponownie.
-Dziękuję pani... Clara...-obie się uśmiechnęły.- Ach, zapomniałam... kąpiel jest już gotowa, możesz już iść.
-Dobrze, dziękuje, Lily. Już idę...- wstała i podeszła do drzwi.- O mało co nie zapomniałam... czy mogłabyś mi przynieść ubrania do łazienki? Proszęęę...
-Jak sobie życzysz Claro. Tylko pamiętaj że dzisiaj jest zwołana rada 7 o 11.00. A wynik zostanie ogłoszony na obiedzie o 15.
-Dobrze, jeszcze raz dziękuję.- i poszła do łazienki. A Lily wyjęła z szafy piękną, długą, niebieską suknie gdzie nie gdzie była koronka, która dawała sukience wyraz poważnej. Wzięła do tego niebieskie półbuty, a następnie weszła do pokoju obok, w którym znajdowała się już jej pracodawczyni. Położyła sukienkę na krześle i pantofelki na podłodze po czym podeszła do Clary.
-Lily, nie chcę żebyś mnie myła, ani ubierała...- Lily nie wiedziała o co jej chodzi.- Chcę się sama nauczyć myć i ubierać, tak samo chciała bym nauczyć się gotować.
-Ale...!-nie wiedziała co powiedzieć.- Na tym przecież polega moja praca, by się panienką... tobą zająć!-nie wiadomo było czy krzyknęła czy tylko mówiła donośnym głosem.
-Wiem... ale twoim zadaniem jest też spełnianie moich zachcianek co nie?- pokojówka tylko kiwnęła głową na tak-No właśnie a moją zachcianką jest być samodzielnym. Więc cokolwiek byś mi nie pow...
-Rozumiem... dobrze w takim razie zacznijmy od razu.
Służąca zaczęła tłumaczyć swojej przyjaciółce jak się myje. Szybko to zrozumiała, po czym przeszły do ubierania się. To już trochę im zajęło. Dziewczyna nie była najpiękniejsza, ale mimo wszystko miała swój urok. Po skończonych porannych czynnościach wyszły i zaczęły się kierować ku królewskiemu ogrodowi. W ogrodzie było pięknie, pełno róż, bratków, storczyków, nawet niezapominajek. Jednak dziewczynie zawsze najbardziej podobały się drzewa wiśni. Pamiętała jak była mała i razem z matką czytała książkę. Zazwyczaj obie dziewczyny siedziały i czytały lub uczyły się szyć. Dzisiaj jednak, Clara miała zeszyt i pióro z atramentem. Czekała aż jej najlepsza przyjaciółka zacznie jej mówić o gotowaniu.
-Dobrze a więc zacznijmy może od hmmm... od szarlotki!- obie się uśmiechnęły na myśl o niej.- Więc najpierw musisz...
Czas mijał im nieubłaganie. Minęło pierwsze 10 minut potem drugie... Kiedy minęła już godzina, usłyszały jak ktoś biegnie w ich stronę. Po chwili zobaczyły biegnącego szatyna o zielonych oczach i blondyna o brązowych oczach.
-Toshiro!-chwila przerwy-Musisz to założyć, pan Anghel prosił!-powiedział blondyn.
-Nigdy! Niech sam się tak ubierze... nie założę tych butów Kevin!-darł się na cały ogród chłopak.
-Proszę!-po tej chwili dziewczyny wstały po czym jedna zamknęła wejście do ogrodu a druga już zaczęła za nim biegać. Po niespełna 5 minutach chłopak został złapany i miał na sobie owe buty.
-Hahahahahahaha!-cała trójka zaczęła się śmiać
-HA HA HA!- krzyknął Toshiro.- No po prostu to jest przezabawne!
-Wybacz, ale haha wyglądasz jak haha skrzat!- krzyknęła jego siostra dalej się śmiejąc.- Jesteś niski a do tego, jeszcze te buty!
-Oj dobra już przestańcie się śmiać!-krzyknął cały czerwony książę
-Dobrze... przepraszamy-powiedzieli chórkiem i zaczęli się uspakajać.
Następnie wszyscy usiedli pod drzewem wiśni i zaczęli wspominać dawne czasy.
-Tak w ogóle to jak wy się tu znaleźliście?-zapytał Toshiro swoich przyjaciół, lecz widząc ich pytające spojrzenia wytłumaczył.- No chodzi o to że pamiętam że byliście tu od małego, ale...
-Aaaaaa... o to ci chodzi.-powiedział Kevin.
-Rzeczywiście... przecież miałeś wtedy 4 latka.-powiedziała Clara.
-A więc zostaliśmy porzuceni jak ja miałam 9 a on 6 lat, świętej pamięci królowa przyjęła nas do zamku, dała jedzenie, ubrania i dach nad głową, a w zamian za to postanowiliśmy że będziemy pomagać przy służbie. Gdzieś 4 lata to już.- powiedziała Lily.
-Rozumiem... cieszę się że miałem taką matę!-powiedział po czym usłyszeli dzwonek, który świadczył o obiedzie.- Chodźmy!- krzyknął cały uradowany, po czym wszyscy byli w drodze do Sali Obiadowej.
Po drodze Clara powiedziała im że dołączy do nich tylko chce zanieść notatki do swojego pokoju. Przy nim zobaczyła swojego wujka Ewarda. Tak naprawdę to on nie był z nią spokrewniony, ale był przyjacielem mamy od dzieciństwa, więc czuła się przy nim jak z rodziną. Podeszła do nie go szybko i powiedziała:
-Cześć wujku! Co cię do mnie sprowadza?-zapytała cała rozradowana.
-Witaj Clara... nic takiego tylko chciałem ci coś dać... coś co należało do twojej matki...-podał jej malutki dzienniczek po czym poszedł. Dziewczyna go odtworzyła i przeczytała pierwszy napis. Pamiętnik Sory Tatsuy/Anghel. Szybko go zaniosła do pokoju, a następnie biegł w stronę Sali Obiadowej. Zajęła swoje miejsce i zaczęła jeść, tymczasowego króla jak zwykle nie było. Po zjedzeniu pierwszego dania wszyscy zaczęli szeptać. Przy stole siedziało mniej więcej 10 osób. Dzieci byłych władców, doradca króla, dwóch generałów wojska kraju i pięciu z Rady Siedmiu. Obok był drugi stół przy którym cała reszta jadła, między innymi, kucharze, lub służba. Kiedy wszyscy zjedli wstał ,,wujek'' Edward. W tym samym momencie do sali wszedł król, zasiadając swoje miejsce. Wiggy ruszył ku środkowi sali wyjął z kieszeni pergamin po czym zaczął go czytać.
W związku z ,,wypadkami'' zdarzającymi się Clarze Anghel i Toshirowi Anghel my Rada Siedmiu po zebraniu doszliśmy do wniosku iż dzieci zostaną wywożone z królestwa do jednego z miasteczek naszego kraju, a jego lokalizacja będzie znana tylko Radzie. Począwszy od dnia jutrzejszego 6 czerwca 1613 roku aż do 30 maja 1616 roku.
Rada Siedmiu
Nikt się nawet nie odezwał, gdyż wszyscy wiedzieli, że jak jest zwołana Rada to nikt, nawet król nie ma wpływu na ich decyzję. Mężczyzna wraz z resztą Rady doszli do drzwi po czym ukłonili się i powiedzieli że następnego dnia przyjedzie kareta z końmi o 12.00. Następnie zapadła długa cisza, którą przerwał król mówiąc że dzisiejsze lekcję dzieci są odwołane, żeby mogli się spakować. Rodzeństwo wraz z swoimi przyjaciółmi w tamtym momencie opuścili salę i kierowali się w stronę swoich pokoi.
Clara
Po wejściu do swojego pokoju pobiegła na łóżko i przytuliła się swojej największej poduszki. Mówiła coś, ale Lily nic nie rozumiała, na jej reakcję tylko się cicho zaśmiała, ale na tyle głośno by przyszła królowa to usłyszała.
-No ha ha ha... po prostu bardzo śmieszne!-krzyknęła, udając obrażoną-A jak ty byś zareagowała słysząc taką wiadomość? Że musisz opuścić swój dom na trzy lata? No i do tego bez ciebie i Kevina będzie nudno!-znowu krzyknęła drugie zdanie.
-Myśl pozytywnie jutro wyjedziesz a wrócisz ŻYWA za trzy lata. Jak się spotkamy następnym razem to będziemy dorosłe. Ty będziesz królową...-księżniczka jej przerwała.
-I będę miała jeszcze mniej wolnego czasu.-westchnęła cicho.
-Spokojnie pomogę ci wtedy.- uśmiechnęła się
-Dziękuje ci... a teraz... pomożesz mi się spakować?-poprosiła z najsłodszym uśmiechem na ustach jaki mogła zrobić.
-Dobrze!- powiedziała donośnym głosem.
Zaczęły się pakować. Spakowały cztery sukienki, które nie wyglądały na to żeby należały do kogoś bogatego. Pokojówka zdziwiła się tym, ale po szybkiej odpowiedzi Clary, że nie chce się bardzo wyróżniać, uśmiechnęła się. Spakowały jeszcze kilka par butów, i bieliznę. (TAK NIE WIEM JAK SIĘ NAZYWAŁY GACIE ZA TAMTYCH CZASÓW ). Później niebieskooka wzięła małą torebkę, do której spakowała notesik mamy. Po skończeniu ktoś zapukał do drzwi, a po powiedzeniu słów że można wejść. Ku oczom dziewczyn ukazała się czarna czupryna.
-O co chodzi Mike?- zapytała Clara
-Chciałem wziąć panienki walizki. U pani brata już zabrałem i zniosłem na dół. Czy...-powiedział lekko speszony obecnością Lily.
-Oczywiście... proszę tam stoją przy szafie.-powiedziała następczyni tronu.
-Dziękuję...-wziął walizkę i poszedł do drzwi. Przed nimi odwrócił się. - Ponieważ jutro mnie nie będzie to się dzisiaj z panienką pożegnam.-położył walizkę tuż przed drzwiami po czym podszedł do księżniczki i przytulił się do niej.- Do zobaczenia.
-Ta... dobra... pa...-zobaczyła jak Mike patrzy kątem oka na Lily. Po czym wyszedł.-On cię lubiiiii... musisz się z nim umówić!-krzyknęła całą w skowronkach.
-C-Co!?- równie krzyknęła.- O-On ma przecież 25 lat a ja 17. T-To jest nie możliwe!-powiedziała się cała rumieniąc.
-Miłość pada przypadkami... ale jak nie chcesz, to nie będę naciskać... chodźmy do ogrodu!-i poszły.
Toshiro
Oboje chłopców weszło do komnaty jednego z nich. Bez słowa zaczęli pakować walizkę. Po skończonym pakowaniu szatyn usiadł na krześle przy biurku. Jego przyjaciel widział że coś go gryzie więc podszedł do niego i się zapytał:
-Wszystko w porządku Toshiro?-nic-Hej... słuchasz mnie w ogóle?-cisza-No powiedz co cię gryzie?!-służący krzyknął mu do ucha.
-Aaaaaaaa... nie musisz się tak drzeć!-złapał się za ucho.-Nic...tylko nie chcę jechać bez was!-krzyknął.-Jesteśmy zawsze razem od 8 lat...
-No ja też nie chcę żebyście wyjeżdżali, ale jeśli to jedyny sposób na to żebyście przeżyli to m-u-s-i-c-i-e!-Kevin zaczął się drażnić z przyjacielem.- Za te 3 lata jak się spotkamy to obiecaj że ja i siostra dowiemy się jako pierwsi jak tam było. Oke?-zapytał się
-Dobrze...-uśmiechnął się, na co drugi tak samo zareagował.
Puk Puk
-Proszę.-do pokoju wszedł jeden ze służby, Mike.- O co chodzi Mike?
-Witaj paniczu. Chodzi o to że chciałem znieś bagaż na dół i przy okazji się pożegnać, jutro mnie już nie będzie.-powiedział wszystko na jednym wdechu.
-Ach... dobrze bagaż jest tutaj.-wskazał na łóżko.
-Więc do widzenia paniczu. Mam nadzieję że spotkamy się za te 3 lata.- uśmiechnął się po czym wyszedł.
Chłopcy po kilku minutach wyszli i kierowali się ku ogrodowi. Jak tam dotarli rozmawiali przez jaki czas, a później doszły do nich jeszcze Clara i Lily. Rozmawiali do wieczora, nie zważając na kolacje. Niestety czas nieubłaganie szybko mknął do przodu i nadeszła pora snu. Każdy poszedł do swojego pokoju i po kąpieli. Wszyscy oddali się w objęcia Morfeusza.
***
Nastał ranek. Była 9.00. Clara i Toshiro ze względu na to że nie mogli spać poszli do ogrodu. Tam znaleźli Lily i Kevina którzy też nie mogli spać. Znowu zaczęli rozmawiać. W końcu nadeszła godzina 11.00. Musieli już się szykować do wyjścia. Zjedli śniadanie. Nadeszła pora żeby się żegnać było pełno łez i smutnych uśmiechów.
-Do zobaczenia-powiedział brunet z brodą-Mam nadzieję że za te 3 lata będziemy tu wszyscy na panienkę i panicza czekać- uśmiechnął się.
-Też mam taką nadzieję Marcel!-uśmiechnęła się po czym zaczęła się z każdym przytulać tak samo jak Toshiro. Nawet ich wujek przyszedł. Wyszli i kierowali się ku karety. Wsiedli do niej i zaczęli machać ze łzami w oczach. Byli już jakąś dobrą godzinę drogi od zamku. Clara cały czas myślała
Więc to jednak nie jest sen... Mamo, tato mam nadzieję że dalej będziecie nas bronić... Nie wiem jak sobie tam poradzimy... ale mam nadzieję że będzie dobrze... Przecież to nasz nowy początek
-Ufffff... dałam radę...
-Jestem po prostu w szoku `-`
-HA widzisz, jak chcę to umiem być punktualna! Robalu!
-Zobaczymy przy następnym wpisie. SMERFIE!
-Dobra zamknij się... NASTĘPNY WPIS ZA 3 TYGODNIE BO JADĘ NA 2 TYGODNIE DO LONDYNU I DOPIERO MAM CZAS ZA 2 TYGODNIE PAPAPAPA :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz